sobota, 16 lipca 2016

'Not spicy, please' czyli jak smakuje Indonezja

Sandra Dalkowska

"Próbowałaś już lokalnego jedzenia?" to jedno z ulubionych pytań Indonezyjczyków których poznałam, niezależnie od tego czy mówiłam, że mieszkam w Jakarcie od 3 dni czy 3 miesięcy. Szczerze mówiąc, ciężko go nie spróbować - chociażby dlatego, że europejskie rarytasy nie należą do najtańszych (tęsknotę za brzoskwiniami rekompensował mi tylko szeroki wybór egzotycznych, pysznych owoców, które w Europie mają kosmiczne ceny) Poznawanie kulinarnego zaplecza krajów które się zwiedza, to inna sprawa. Choć indonezyjska kuchnia jest dość zróżnicowana, dla mnie przez większość wyjazdu wszystko kręciło się wokół kurczka. I ryżu. Gdyby ktoś chciał abym jednym słowem odpowiedziała na pytanie "co je się w Indonezji" - RYŻ. Na śniadanie, obiad, kolację, w formie przekąski. Ryż dostaniecie wszędzie - nawet w KFC czy McDonaldzie, w których gdy jesteście hen daleko od domu, na emigracji, szukacie jakiegoś znajomego smaku, który ociepli serduszko i pozwoli poczuć się jak u siebie. Ktoś mi kiedyś powiedział, że gdyby nie ten nieszczęsny ryż, nawet biedny McDonald nie miałby klientów. Chyba mało prawdy w tych lokalnych mądrościach, ale who knows? To w końcu Indonezja!


Podróże kulinarne nie są moją mocną stroną - gdy dostaję menu, z którego nie rozumiem praktycznie ani jednego słowa, zawsze wybieram bezpieczną opcję - śmiesznie, co? Dlatego właśnie moja Indonezja płynęła ryżem i ayamem (kurczakiem) w najróżniejszych postaciach. Ale Indonezja to dużo więcej niż kurczak.

Indonezja pachnie kuminem i grillowanym jedzeniem z ulicznych budek, nad którymi sanepid załamałby ręce. To intensywne, aromatyczne smaki, albo bardzo słodkie albo jeszcze bardziej ostre. Obok kolorowych, barwionych najczęściej na zielono słodkości i zdecydowanie przesłodzonych napojów, mamy pikantny sambal. Sambal, czyli lokalny sos chilli, wydaje się być dla indonezyczyków nieodłącznym składnikiem większości potraw - nawet sałatki owocowej (Wyobraźcie sobie moje zdziwienie gdy moczyłam ananasa w, jak mi się zdawało, słodkim sosie orzechowym)  Jeżeli Twoje kubki smakowe nie przywykły do takich smaków, po kilku przygodach z ostrym indonezyjskim jedzeniem każde zamówienie zaczniesz poprzedzać krótkim "please, not spicy". Indonezja to soczyste ananasy, mangostany, pitaje, sirsaki, salaki i słynne duriany. To słodki sos sojowy, mleko kokosowe dodawane do większości potraw, sos z orzeszków ziemnych, tofu, owoce morza i jajka będace elementem wielu lokalnych dań.
Indonezja jest pełna smaków i zapachów. I, choć tak może się na początku wydawać, jest tu znacznie więcej niż ryż. Ryż z kurczakiem, oczywiście!


A jeśli już skusisz się na indonezyjską kuchnię, nie bądź zdziwiony gdy zamiast noża i widelca dostaniesz... łyżkę. To jeden ze zwyczajów który naprawdę mnie zaskoczył - tutaj łyżką je się dosłownie wszystko. Czy to zupa, ryż czy kurczak, wszystko czego potrzebujesz to łyżka w prawej dłoni i ew. lewa dłoń do pomocy (nie na odwrót, według indonezyjskiej kultury lewa ręka uważana jest za "nieczystą") Dawno temu myślałam, że zdolność jedzenia pałeczkami to wyczyn, spróbujcie pokroić steka łyżką!

Tyle rzeczy do wyboru, więc czego spróbować w trakcie krótkiego pobytu w Indonezji? Najlepiej zamknąć oczy przejeżdżając palcem po menu i wybrać losową potrawę na której się zatrzymałeś i której nazwy zupełnie nie rozumiesz. Pozwolić sobie na ten dreszczyk oczekiwania (bo w końcu nie masz zielonego pojęcia co zamówiłeś) a potem płakać, że za ostre.


1. Durian

"Najbardziej śmierdzący owoc świata". W niektórych miejscach występuje zakaz wnoszenia go do taksówek, autobusów czy centr handlowych (w samej Indonezji się z tym nie spotkałam) ze względu na intensywny, nieprzyjemny zapach. Wchodząc do sklepu nie musisz pytać czy jest w sprzedaży - jeżeli jest, poczujesz. Czy rzeczywiście jest tak źle? Według mnie niezupełnie, chociaż może po prostu przywykłam do jego zapachu (w spożywczaku na dole mieli durianów pod dostatkiem) Z durianem zapoznałam się na, wątpliwej czystości, chinatown w Semarangu. Przemiły, starszy pan zaserwował mi pokrojony owoc w mleku kokosowym, z dodatkiem bliżej niezidentyfikowanych żelek (?), które nieco niwelowały intensywny smak duriana. Jak smakuje durian? Ciężko sprecyzować smak, którego nie umiesz z niczym porównać - Durian jest słodkawy, soczysty ale mi nieco kojarzył się z posmakiem roślin strączkowych (czego Indonezyjczycy zupełnie nie rozumieli) Moja indonezyjska koleżanka śmiała się, gdy uznałam, że "to przecież nie owoc!". W skrócie, chociaż smakuje zdecydowanie lepiej niż pachnie, po paru większych gryzach spasowałam. 

2.  Kopi luwak

Jedna z najdroższych na świecie, kawa przy której produkcji sporą rolę odgrywają puchate łaskuny. Wbrew pozorom - w Indonezji, czyli w miejcu z którego pochodzi, nie jest tak tragicznie droga. Luwaki zjadają tylko najlepsze (tak głoszą legendy) owoce kawowca, jednak nie trawią jego nasion - te po lekkim sfermentowaniu w przewodzie pokarmowym są wydalane. Następnie nasiona są oczyszczane i prażone, a parzona z nich kawa ma delikatny, karmelowy smak. Kopi luwak można było uznać za bardziej luksusową i ekskluzywną gdy łaskuny żyły spokojnie na wolności, a produkcja nie była uprzemysłowiona. Aktualnie ze względu na wysokie ceny i popyt na "ekskluzywny" produkt kłusownicy łapią łaskuny i trzymają zwierzęta w klatkach, karmiąc je jedynie wyżej wspomnianymi owocami, przez co umieralność zwierzaków jest bardzo wysoka. Mimo wszystko nadal możemy kupić kawę od producentów, którzy chlubią się tym, że przy produkcji kawy "pomagają im" tylko dzikie łaskuny.

3. Nasi goreng
Danie numer dwa (zaraz po padang ayam z ryżem) jeżeli chodzi o częstotliwość z jaką się z nim spotykałam. Szczególnie w formie lunchu w pracy. Nasi goreng to po prostu smażony ryż. Najczęściej podawany z warzywami, indonezyjskimi przyprawami i jajkiem.

4. Woda z kokosa

Ale nie taka z kartonika, świeża! Najlepiej kupionego od lokalnego tragarza, gdzieś przy drodze za równowartość 3-4zł. Zrąbany na świeżo owoc dostajesz w zestawie ze słomką i foliową, zwykłą reklamówką w którą jest pakowany aby nie przeciekał. Moje ulubione rozwiązanie na balijskie upały.
PS trochę słaby pomysł, żeby wybierać się z takim kokosem na dłuższy spacer (been there, done that) - samej wody jest w nim bardzo dużo, a owoc sporo waży.

5. Satay ayam
Prościej: szaszłyki z kurczaka z sosem orzechowym. Choć połączenie może wydawać się mało oczywiste to smakuje pysznie! W indonezji ogólnie uwielbiają sos z orzeszków ziemnych, trzeba jednak być ostrożnym, bo dość często mieszają go z chilli. Jak wszystko zresztą.

6. Martabak
Coś dla fanów słodkości. Pamiętam jak drugiego dnia w Jakarcie model którego spotkałam w pracy wymieniał mi rzeczy, których powinnam tu spróbować. O martabaku mówił przynajmniej dziesięć razy i, po tym jak wreszcie sama go spróbowałam, nie dziwię się! Teoretycznie nic niezwykłego, bo puchaty naleśnik z rożnym wypełnieniem do wyboru, ale już przy pierwszym kęsie przez żołądek trafił prosto do mojego serca. Ten czekoladowy z nutellą najlepszy - jak się zasłodzić, to na maksa.

7. Gado-gado
Jedna ze zdrowszych pozycji w indonezyjskim menu - sałatka warzywna podawana z tofu, jajkiem (oczywiście) i sosem z orzeszków ziemnych (oczywiście). Lokalni do smaku nie omieszkając dodać sosu chilli (oczywiście). 

A gorący dzień najlepiej zakończyć lokalnym piwem - Bintangiem. 

Sandra Dalkowska / autorka

Cześć, nazywam się Sandra i jestem 21-letnią podróżniczką i modelką. Zamiast siedzieć na uczelni błąkam się po świecie przyglądając się miejscom, ludziom i obcym kulturom. Uznałam, że w sumie warto napisać o tym wszystkim bloga.

0 komentarze:

Prześlij komentarz