"Not spicy, please!" czyli jak smakuje Indonezja
Czego spróbować w trakcie krótkiego pobytu w Indonezji? Najlepiej zamknąć oczy przejeżdżając palcem po menu i wybrać losową potrawę na której się zatrzymałeś i której nazwy zupełnie nie rozumiesz. Pozwolić sobie na ten dreszczyk oczekiwania (bo w końcu nie masz zielonego pojęcia co zamówiłeś) a potem płakać, że za ostre.
16 lipca 2016
Niemowlaki na skuterach i inne absurdy ruchu drogowego Jakarty
Jak działa "magiczna ręka", ilu Indonezyjczyków zmieści się na jednym skuterze, dlaczego korki w stolicy to katastrofa? Odpowiedź na te i kilka innych pytań o jeździe po ulicach Jakarty.
26 grudnia 2016
Czego nauczyłam się w trakcie roku na walizkach?
cz. 1
20 rzeczy, których nauczyłam się o podróżowaniu w trakcie 2016 roku. To był rok który rozpoczął się niespodziewaną przygodą i zaskakiwał mnie aż do ostatniego miesiąca. Możliwość spędzenia prawie dwunastu miesięcy poza domem w najróżniejszych zakątkach świata to wyjątkowa szkoła życia.
10 stycznia 2017

sobota, 28 stycznia 2017

Czego nauczyłam się w trakcie roku na walizkach cz. II

Sandra Dalkowska

Pierwsza część posta  * KLIK *

Kontynuacja listy 20 rzeczy, których nauczyłam się o podróżach w 2016 roku. Był to rok który rozpoczął się niespodziewaną przygodą i zaskakiwał mnie aż do ostatniego miesiąca. Możliwość spędzenia prawie dwunstu miesięcy poza domem, w najróżniejszych zakątkach świata okazała się wyjątkową szkołą życia.


11. Miejsce w którym rozpocząłeś podróż, nie musi być Twoim miejscem na ziemi
Podróżując orientujesz się, że może niekoniecznie musisz mieszkać tam, gdzie się urodziłeś czy wychowałeś. Zaczynasz podważać swoje domyślne miejsce na ziemi i, być może, szukać nowego. Badasz nowe miejsca, zakochujesz się w nich, lub rozczarowujesz aż w końcu - bach! Nagle, w mniej lub bardziej spodziewanej lokacji czujesz, że chyba tu przynależysz. Podchodzisz do tego ostrożnie, bo w końcu w tylu miejscach Ci się już podobało i nie chcesz wyciągać pochopnych wniosków. Jednak czasami okazuje się, że czas upływa, stempli w paszporcie coraz więcej a serce dalej ciągnie do tego jednego punktu na mapie. Wow! Możliwe, że właśnie odnalazłeś swoje miejsce. A czasami orientujesz się, że Twój dom na świecie to nadal to miejsce, w którym pierwszy raz spakowałeś walizkę i wyruszyłeś w podróż. I to również jest piękne! Podróże uczą, że świat stoi otworem i to Ty decydujesz, gdzie przynależysz.

12. To, że gdzieś jest "fajnie" nie znaczy, że czas się przeprowadzać
Szukać swojego miejsca można, ale bądźmy ostrożni w osądach! Będąc turystą, czy spędzając urlopy poza granicami kraju, niejednokrotnie w głowie może pojawiać się myśl "Jak tu dobrze, lepiej niż u nas! Lubię ten kraj, mógłbym tu mieszkać!"  Ze zbyt dużą łatwością oceniamy, że gdzieś jest lepiej. Trawnik u sąsiada jest zawsze bardziej zielony. Szczególnie jeśli w trakcie krótkiego pobytu smażymy się na słońcu, popijamy kolorowe drinki, a nasze wydatki ograniczają się do jedzenia, pamiątek i umilania sobie czasu. Nie da się ocenić tego, jak żyje się w kraju po wakacyjnym wypadzie. W jednych miejscach mieszkałam przez trzy miesiące, w Paryżu zbierze się już sześć, zaraz trochę więcej, a nadal uczę się, oceniam, zbieram plusy i minusy rozważając, czy przeprowadzka to dobra decyzja. Bardzo podobało mi się w Malezji, ale nie widzę tam swojego życia. To samo mogę powiedzieć o Nowym Jorku, Pradze czy innych miejscach w którym pobyłam tylko na chwilę, a które wspominam jako świetne. Wszędzie jest polityka, wszędzie są podatki, wszędzie trzeba zarządzać pieniędzmi aby się utrzymać i każdy kraj boryka się z innymi problemami, których jako turyści zupełnie nie znamy. Nie zatrzymuję Cię przed przeniesieniem swojego życia w inne miejsce, jednak najpierw warto zastanowić się, czy u nas rzeczywiście jest aż tak źle.



13. Podróżując stajesz się sobą
Gdy podróżujesz w nowe miejsce, nikt nie ma jeszcze opinii na temat tego, jak zachowujesz się w pewnych sytuacjach, jak się wypowiadasz, ubierasz czy robisz cokolwiek, co w Twoim środowisku jest już dla Ciebie jakoś określone. A fakt, że zachowujesz się w jakiś utarty dla siebie wcześniej sposób, nie znaczy, że nie czułbyś się lepiej, zmieniając go, gdybyś miał na to odwagę. Opuszczając swoje środowisko, poznasz ludzi, których zachowanie, kultura, ubiór, wartości czy moralność będą różniły się od tych, w których się wychowałeś i żyłeś. A Ty, poznając inny sposób życia, być może odkryjesz, że jest on bardziej zgodny z tym co czujesz, co myślisz i jak chcesz żyć. Że te "nowe" wartości, które ktoś Ci przedstawił, tak naprawdę zdecydowanie bardziej Ci odpowiadają, i żyjąc zgodnie z nimi dopiero czujesz się sobą. Nie martwisz się jak ktoś oceni tę zmianę, co o Tobie pomyśli - żyjesz jak chcesz!

14. Niektóre rzeczy przychodzą po to, żeby przeminąć

"and it came to pass - i  nadeszło aby przeminąć"

Bardzo lubię ten cytat. Nie nadeszło po to, aby pozostać. Przyszło, przeminęło, coś z tego wyciągnęliśmy i życie leci dalej! Podróżowanie ma to do siebie, że wiele rzeczy "mamy" tylko na chwilę. Początkowo wszystkie rozłąki z ludźmi którym dałam kawałek serca i z miejscami w których taki kawałek serca zostawiłam, były dla mnie śmiesznie bolesne. Z jednej strony rozpierała mnie ekscytacja nową przygodą czy nowym miejsce, z drugiej jednak dołowała mnie myśl o opuszczenia tego, w którym jestem - nie chciałam aby coś, co było dobre się kończyło, a w jakiś absurdalny sposób miałam poczucie, że właśnie się kończy. Podróżowanie to wiele rozstań. Uczysz się je lepiej znosić, bo rozłąka staje się codziennością. Z czasem nauczyłam się, że tak to już wygląda. Coś przyszło, żeby przeminąć i cała sztuka polega na docenianiu tych krótkich, wzbogacających nas w pewien sposób chwil, ludzi, wspomnień. Myślę, że to fajny, zdrowy sposób patrzenia na życie.

15. See you! zamiast Goodbye
W mojej branży "ludzi podróżujących", mamy nawyk mówienia "see you soon/somewhere" zamiast "goodbye", gdy nadchodzi dzień rozłąki. Podróżowanie nauczyło mnie, że żadna odległość nie jest granicą i chociaż czasami niektóre sytuacje wydają się nieprawdopodobne, zawsze masz szansę spotkać się z ludźmi, których poznałeś na końcu świata i wrócić do miejsc w których się zakochałeś. W trakcie tego roku bez wspólnego planowania wylądowałam z przyjaciółką (poznaną w drodze) w trzech różnych miejscach na ziemi i to nie na jednym kontynencie! A w trakcie wielogodzinnej przesiadki między lotami spotkałam dawno niewidzianego kumpla, który też wracał z podróży. Nie ma co się żegnać! Świat jest mniejszy niż się wydaje.



16. Nie chcesz przestać podróżować
A im dłużej podróżujesz, tym trudniej jest powiedzieć stop. Wierzę, że niejednokrotnie słyszałeś określenie "travel bug" - jak już raz Cię ugryzie, chorujesz przez całe życie. A jedynym lekarstwem jest ponowne wyruszenie w drogę. Jeżeli ktoś wie, jak na dobre przestać podróżować i nie czuć nostalgii, że coś wspaniałego już przeminęło - proszę o kontakt! Póki co wychodzę z założenia, że gdy zaczniesz podróżować, nie możesz przestać. Chcesz się przemieszczać, pozostawać w ruchu, odkrywać nowe miejsca, kultury, ludzi! Każdy powrót do domu wydaję się być fajny na chwilę. Gdy tylko poczujesz, że wracasz do starej rutyny a gdzieś tam płoną ogniska, szumią oceany i kokosy spadają z drzew - od razu chcesz się spakować i ruszyć dalej. Najlepiej tego samego dnia. Po każdym powrocie do domu już po dwóch tygodniach czułam, że czas w drogę. Że siedzenie w miejscu w jakiś dziwny sposób powoli zabija moją codzienną spontaniczność i głód przygody.


17. Podróżowanie nie zawsze jest komfortowe 
Życie w podróży dla tych, którzy sami go jeszcze nie spróbowali wydaje być się wieczną sielanką. Oczywiście - możliwość zobaczenia kawałka świata to jak spełnienie snu, jednak nie zawsze jest kolorowo. Czasami śpi się na lotniskach, czasami hostel to ruina, czasem w mieszkaniu więcej robactwa niż mieszkańców w budynku. Nie na każdym łóżku się wyśpisz, nie każdym posiłkiem zaspokoisz głód. Zdarzy się, że ktoś Cię okradnie, ktoś oszuka, zatrujesz się czymś, zabraknie  Ci pieniędzy, nie zdążysz na autobus i spędzisz długi czas próbując złapać stopa. Aby nie przeciągać - niektóre miejsca nas rozczarują, niektórzy ludzie skrzywdzą a niektóre sytuacje przerosną. Podróżowanie nie zawsze jest komfortowe. Przez rok przyszło mi mieszkać w różnych warunkach i radzić sobie w różnych trudnych sytuacjach, jednak przez pryzmat czasu - nie są to pierwsze rzeczy które wspominam. O ile nie zabookowałeś wakacji all inclusive w pięknym kurorcie, istnieje prawdopodobieństwo, że jakiś element Twojej podróży nieco odbiegnie od idealnego obrazu. Podróżowanie nie zawsze jest komfortowe, ale czasami ten dyskomfort w pewien sposób dodaje smaku podróży. I może być źródłem najlepszych historii opowiedzianych po powrocie!

18. Życie w podróży to ciągła tęsknota
Na początku tęsknisz za domem i najbliższymi. Właściwie - za tym tęsknisz cały czas, to jak bardzo to kwestia tego jak długo jesteś w podróży i jak dobrze, lub źle jest Ci w miejscu, w którym aktualnie przebywasz. Ale jeśli jest dobrze i zakochujesz się w miejscach i ludziach na drugim końcu świata, to gdy tylko przyjdzie Ci wrócić do domu, lub  przenieść się do innej lokacji, cała Twoja tęsknota zostanie przetransferowana na tych ludzi, których znałeś tak krótko i na te miejsca, które ledwo odkryłeś. I tak w kółko. A zresztą, jeśli przestaniesz podróżować - tęsknisz za podróżami!

19. Ludzie są dobrzy i pomocni
Od dziecka uczy się nas, aby nie ufać nieznajomym. My jako dorośli jesteśmy bardzo ostrożni i nieufni jeżeli chodzi o intencje obcych. W wiadomościach naokoło trąbi się o złych rzeczach, co kto komu zrobił, jak kogoś skrzywdził. Łatwo jest z góry skazać gatunek "na straty". Podróżując, niekoniecznie samotnie, znajdziesz się w wielu sytuacjach, w których będziesz polegał na pomocy zupełnie obcych ludzi. I Ci obcy mogą Cię przenocować, przewieźć, czy nakarmić. Nierzadko nie będą mówić po angielsku i cała komunikacja będzie opierała się głównie na gestykulowaniu. I wiecie co? Ci ludzie mimo wszystko nadal będą starali się Ci pomóc. Nie chcę mówić, że nie ma złych ludzi i bezgraniczna ufność i nieostrożność nie jest mądra, jednak pokłady życzliwości którymi obdarzono mnie w tym roku i wszystkie pomocne dłonie które do mnie wyciągnięto wzmocniły moją opinie o tym, że ludzie po prostu są dobrzy.

20. Powroty do domu są ważne
Podróżowanie jest wspaniałe, ciągłe przemieszczanie się z kraju do kraju i poznawanie obcych kultur jest niezwykłym doświadczeniem, jednak powroty do domu również są istotnym elementem. To jak często musisz wracać zależy od Ciebie - niektórzy wracają po kilku tygodniach, inni miesiącach czy latach. Powrót do domu to dobry moment aby na chwilę odsapnąć od życia w drodze i emocji które mogą temu towarzyszyć, znaleźć chwilę czasu aby na spokojnie zaplanować kolejne wyprawy, być może zarobić na nie więcej pieniędzy (nie oszukujmy się, że można podróżować za darmo). A przede wszystkim aby zobaczyć się z najbliższymi! No i aby wyspać się we własnym łóżku. Nic nie pobija pierwszej nocy we własnym łóżku po długiej nieobecności w domu!


poniedziałek, 9 stycznia 2017

Czego nauczyłam się w trakcie roku na walizkach? cz. I

Sandra Dalkowska

Link do drugiej części posta * KLIK *

Rok 2016 dla mnie był zdecydowanie rokiem "na walizkach" -  wreszcie zaczęłam spełniać swoje marzenie o podróżowaniu na pełen etat i chociaż spędziłam prawie 50 tysięcy kilometrów w drodze nadal mi mało! (Jeśli chodzi o podróże, mój głód chyba nigdy nie zostanie nasycony) To był rok który rozpoczął się niespodziewaną przygodą i zaskakiwał mnie aż do ostatniego miesiąca. Podczas tego czasu największą wartością byli ludzie których poznałam, wspomnienia które z nimi stworzyłam i wszystkie lekcje które dostałam.

A tych było sporo! Możliwość spędzenia prawie dwunastu miesięcy poza domem w najróżniejszych zakątkach świata to wyjątkowa szkoła życia. Z okazji Nowego Roku postanowiłam zebrać kilka refleksji odnoszących się głównie do samego podróżowania i podzielić się nimi z wami. Czego nauczyłam się o podróżach?

1. Nie ma czegoś takiego jak "must see"
Ten kto nigdy nie zerknął do przewodnika, bądź nie wkilkał w google "co warto zobaczyć w..." przed podróżą, niech pierwszy rzuci kamień! Rzeczywiście - sprawdzanie tego, co jest warte odwiedzenia, to dobry pomysł. Sama często korzystam z takiej formy dokształcenia się przed podróżą, ale nie warto wpadać w pułapkę rzeczy "które musisz zobaczyć" - nic nie musisz! Większość przewodników opływa w hasła typu:
Musisz zobaczyć wieżę Eiffla w Paryżu!
Big Ben to punkt obowiązkowy podczas wycieczki do Londynu!
A jeżeli podczas wycieczki do NY pominąłeś Time Square, to już w ogóle płoń na stosie. Ja Time Square nie lubię i zawsze gdy musiałam przeciąć tę ulicę w pośpiechu, tłum doprowadzał mnie do białej gorączki. Większość z nas przed podróżą przegląda blogi i strony w poszukiwaniu informacji o tym, co może zaoferować nam dane miejsce. To oczywiste! Skoro inwestujemy swój czas i pieniądze w podróż, chcemy z niej jak najwięcej wyciągnąć. Ale to jak będzie wyglądała Twoja wycieczka, jakie punkty się w niej znajdą i co jest dla Ciebie cenne - zależy tylko do Ciebie. I jeżeli w ogóle nie obchodzi Cię Luwr, Koloseum czy inne "must see" - nie marnuj na to swojego czasu tylko dlatego, że  ktoś napisał "trzeba".

2. Nabywasz wiele cech przydatnych w życiu prywatnym i zawodowym
Podróżowanie sprawia, że umiejętniej radzimy sobie w nagłych, stresujących sytuacjach - ilość milszych i tych zdecydowanie mniej miłych okoliczności, w których się znaleźliśmy podczas podróży, nauczyła nas, że z każdego bagna da się wyjść, a każdy dramat rozwiązać. Dużo lepiej radzimy sobie z "małymi" problemami, które potencjalnie mogą być bardziej stresujące dla osób, nie mających z nimi nigdy styczności. Będąc zdanymi na siebie, stajemy się zaradni, bardziej zorganizowani i odpowiedzialni - takie ekspresowe dorastanie. Szybko się adaptujemy, jesteśmy bardziej elastyczni, entuzjastyczni wobec nowych rzeczy, nie boimy się zmian i jesteśmy otwarci na ludzi. To fajne cechy! Mogę Cię zapewnić, że prócz ogólnej przydatności w życiu, wykazując się nimi zapunktujesz u potencjalnego pracodawcy.


3. Nie każde miejsce spełnia nasze oczekiwania
Słyszeliście o "syndromie paryskim"?

Syndrom paryski – dolegliwość występująca u turystów, najczęściej japońskich, którzy odwiedzając Paryż odkrywają, że miasto nie spełnia ich oczekiwań, a ich wymarzony czy znany z mediów obraz Paryża różni się w znaczący sposób od rzeczywistości. 
 ~ wikipedia

Moim największym marzeniem gdy byłam nastolatką (później znacznie się to zmieniło) był Nowy Jork. Przez lata chłonęłam stereotypy, wzniosłe hasła i piękne kadry z filmów. Cały ten szał sprawił, że nie nigdy nie widząc miasta na własne oczy, byłam pewna, że je POKOCHAM. Aż w końcu udało mi się tam polecieć. Jeszcze w samolocie trzęsłam się z ekscytacji i, rzeczywiście, przez pierwsze dwa dni wszystko było wow! Ale później? ... już nic. Spodziewałam się czegoś więcej, wiele więcej. Miałam ogromne oczekiwania. Niestety nie każde miejsce jest w stanie sprostać tym oczekiwaniom, które kreujemy sobie przed podróżą. A im bardziej wytwarzamy w głowie konkretny obraz jakiegoś miejsca, tym bardziej możemy być rozczarowani. ALE! Mimo tych niewielkich (czy ciut większych) rozczarowań dalej możemy cieszyć się miejscem które odwiedzamy, uczyć się i poznawać jego kulturę - bo podróż do żadnej destynacji nie jest bezsensowna!

4. Znajomość tylko i aż jednego języka obcego to za mało
Im więcej podróżujesz, tym częściej zdajesz sobie sprawę z tego, że angielski to jednak za mało. Choć z jego znajomością na spokojnie możesz zwiedzać świat, umiejętność posługiwania się innymi językami obcymi otwiera zupełnie nowe możliwości i pozwala doświadczyć podróży w inny, nieco bogatszy sposób. Ty czujesz się bardziej "wgryziony" w miejsce które odkrywasz, a miejscowi reagują na Twoją osobę nieco pozytywniej. Za każdym razem gdy w Paryżu staram się komunikować moim "Kali-próbować-mówić" francuskim, mam wrażenie, że Francuzi są zdecydowanie przyjaźniejsi. Dodatkowo żyjąc w drodze otaczasz się obcymi językami. Nowe słowa są na znakach informacyjnych, produktach spożywczych, w radiu i rozmowach ludzi siedzących obok w metrze. Nie zauważając tego, w jakimś stopniu chłoniesz tą wiedzę - i chcesz więcej!



5. Podróżując nie uciekniesz od problemów
Szczególnie tych wewnętrznych. Uciekać możesz co najwyżej od rutyny, nudy, z negatywnego środowiska czy w poszukiwaniu lepszej pracy, życia lub wrażeń. Nie wpadaj w pułapkę ucieczki (bo tak można nazwać tę "podróż") dlatego, że zupełnie z czymś sobie nie radzisz, lub jesteś zmęczony psychicznie. Mogę zapewnić, że problemy dogonią Cię w ekspresowym tempie. I odczujesz je jeszcze intensywniej niż w domu, wśród rodziny i przyjaciół na których wsparcie często można liczyć. Jeżeli jest źle, należy podróżować do domu, czy do psychologa - nie w nieznane, gdzie prócz tych problemów które ze sobą nosisz, dojdą kolejne, związane z podróżą.

6. Stajesz się podatniejszy na nowe przyjaźnie, miłości
Zwłaszcza jeśli podróżujesz samotnie! Żyjąc w drodze spotkasz wiele osób, a niektóre z nich na dłużej zagoszczą w Twoim sercu. Będąc daleko od domu, od rodziny i przyjaciół, a nadal zmagając się z radościami i smuteczkami dnia codziennego, dużo szybciej angażujesz się w nowe znajomości. Obcy bardzo szybko stają się bliżsi, a my, trochę osamotnieni na obczyźnie jesteśmy podatni na wszelkie uczucia. Niektóre z tych znajomości po powrocie do domu kończą się równie intensywnie i szybko, co się zaczęły, co czasami łamie nam później serce, jednak w wielu przypadkach Ci ludzie którzy okazali się przyjaciółmi hen daleko, pozostają nimi nawet gdy dzieli was duży dystans.

7. Więcej wiedzy, mniej ignorancji
Powtórzę utarte już zdanie "podróże kształcą", czy raczej jak to uzupełnia Jacek Walkiewicz - tych wykształconych. Jeżeli w drogę wyruszasz z otwartym umysłem i prócz zrobienia ładnej foty na fejsa chcesz chłonąć wszystko, co oferują nowe miejsca - kulturę, historię, obyczaje - z każdej podróży wrócisz wzbogacony o ogromny zapas wiedzy. Takiej, która zostanie w głowie na długo. Dużo dłużej niż sucha teoria z podręczników. Dodatkowo prawdopodobnie wyzbędziesz się stereotypów, nieuzasadnionej nienawiści i ignorancji - na to co piękne, ale też niewłaściwe wokół nas.



8. Warto rozmawiać z lokalnymi!
I zadawać im pytania! Jak najwięcej pytań! Z otwartością względem turystów bywa naprawdę różnie - co kraj, to inni ludzie, a tych też nie ma co generalizować. Ogółem jednak miejscowi chętnie dzielą się swoją wiedzą z obcokrajowcami, którzy rzeczywiście wykazują chęć w dowiedzeniu się czegoś więcej. A wiedza ta jest na wagę złota! W Indonezji przy praktycznie każdej rozmowie zarzucałam ludzi pytaniami. O sposób życia, kulturę czy religię - które były tak różne i o których właściwie nie miałam zielonego pojęcia. Wielu zachowań nie rozumiałam - więc pytałam! Nawet gdy pytania poruszały nieco kontrowersyjne tematy, na wszystkie dostałam odpowiedź.
Kolejnym razem ruszając w podróż, zamiast wciskać nos w papierowy przewodnik, schowaj go do torby i spróbuj porozmawiać z mieszkańcami miejsca które odkrywasz. Zapewniam Cię, że na pewno mają coś ciekawego do powiedzenia.

9. Podróżowanie solo nie jest takie straszne
Rozmawiając ze znajomymi zauważyłam, że wiele osób z niechęcią myśli o podróżach solo. Na myśl o wyprawie w pojedynkę nie czujemy się zbyt bezpiecznie, obawiamy się, że nie będziemy się dobrze bawić czy też nie poradzimy sobie. Uważam, że każdy chociaż raz powinien spróbować samotnej podróży, to zupełnie inne doświadczenie, niż zwiedzanie świata z partnerem lub w grupie. Po prostu. Bardziej skupiasz się na tym co jest dookoła Ciebie, nie jesteś od nikogo zależny, sam zarządzasz swoim czasem. Polegając tylko na sobie, bardzo szybko uczysz się jak radzić sobie w różnych sytuacjach, również tych kryzysowych. Nie masz pod ręką kumpla, którego możesz szturchnąć pod ramię, żeby coś załatwił "bo ogarnie to lepiej", "bo ty nie wiesz co zrobić", "bo ty nie znasz tak dobrze języka", "bo ty się wstydzisz" i jeszcze więcej bo, bo, bo. Za to często masz dookoła siebie ludzi, którzy służą pomocą!

10. A podróżując samotnie wcale nie musisz być sam/a
Brzmi trochę bez sensu? Jeżeli wyruszasz w samotną podróż, nie łudź się, że przez cały ten czas będziesz cieszyć się tylko swoim towarzystwem. No, chyba że wybierasz się na wyprawę w dzicz, jednak zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że jakiś podróżnik obrał podobny szlak.
Kiedy podróżujemy solo poznajemy ludzi w dużo szybszym tempie, niż podróżując z grupą znajomych. Ja stwierdzę, że człowiek to "zwierzę stadne" i prędzej czy później potrzebuje towarzystwa drugiej osoby, a gdy nie jest ono zapewnione z góry, staje się dużo bardziej otwarty na nowe znajomości. Zwiedzając samotnie Nowy Jork poznałam studenta z Danii, z którym później zwiedziłam pół miasta, pod koniec dnia czując się, jakbym rozmawiała z dobrym kumplem. Raz nieznajoma dziewczyna zagaiła mnie, gdy karmiłam gołębie w Paryżu, ktoś inny zaczął rozmowę od narzekania na pobliskie muzeum, czy spóźniający się pociąg. Na Bali zakumplowałam się z surferami, a gdzieś podczas nocnej wspinaczki na wulkan - z rosyjską parą turystów odbywających podróż poślubną. W tym roku zdarzyło mi się podróżować solo - ale nigdy nie byłam samotna.

To jedna z moich ulubionych części podróżowania - wszyscy ludzie których spotykasz na swojej drodze. Jednych na dzień, innych na tydzień, a z niektórymi możesz zostać w kontakcie przez miesiące czy lata. Warto być otwartym!



poniedziałek, 26 grudnia 2016

Niemowlaki na skuterach i inne absurdy ruchu drogowego w Jakarcie

Sandra Dalkowska

Wierzę, że tytuł tego posta brzmi równie absurdalnie co sam widok niemowlaków na skuterach, ale o tym za chwilę. Wyobraźcie sobie kilkupasmowe drogi, na których w korku stoi cały sznur samochodów. Między nimi jeszcze więcej skuterów, które wykorzystują najmniejszą przestrzeń między autami, byle tylko przecisnąć się i przejechać kilka metrów dalej. Warkot silników, żar lejący się z nieba i  handlarze podchodzący do okien aby sprzedać wodę, przekąski czy totalnie randomowe przedmioty. Voila! Typowe południe na drodze w Jakarcie! O ruchu drogowym w stolicy Indonezji można mówić dużo, jednak zdaniem najlepiej opisującym całokształt będzie - "Jakoś to funkcjonuje, ale nie wiem jakim cudem".

WĄTPLIWE ZASADY RUCHU DROGOWEGO


Pierwsza rzecz która zaskoczyła mnie w Jakarcie! Już w drodze z lotniska zszokowana patrzyłam na to jak beztrosko mój kierowca, sam otoczony gąszczem skuterów, lawiruje między samochodami. Znaki drogowe? Może gdzieś kilka się znajdzie. Sygnalizacja świetlna? Ależ po co! W połowie drogi zorientowałeś się, że jedziesz w złą stronę i nagle chcesz zmienić kierunek? Można przejechać kawałek pod prąd, nie ma problemu! Twój skuter nie mieści się na zapchanej już drodze? Skorzystaj z chodnika! Brzmi ekstremalnie? Na autostradach te "zasady" może nie obowiązują, ale poruszając się po nieco mniejszych drogach w mieście tak to właśnie wygląda. Szczerze mówiąc przez swoje pierwsze dni w Jakarcie nie za bardzo wiedziałam jak przejść przez ulicę, gdy w pobliżu nie było żadnych świateł (czyli praktycznie zawsze). Bo samochodów jest mnóstwo, a jeśli nie stoją w korku to nikt nie planuje się zatrzymać. Początkowo czekałam wieki, aż w końcu jakiś Azjata postanowi przejść na drugą stronę, żebym ja mogła szybciutko pobiec za nim. W końcu jednak odkryłam indonezyjską zasadę "Magicznej ręki". Czemu magiczna? Bo zatrzymuje samochody. Chcesz przejść przez ulicę? Wyciągnij otwartą dłoń w kierunku z którego nadjeżdżają samochody i... idź! Oczywiście zachowując resztki rozwagi! Kierowcy widząc dłoń zwalniają a Ty, BRAWO, przedostałeś się na drugą stronę ulicy.


ULTRADŁUGIE KORKI

źródło: wsj

O tych "sporych korkach" w Jakarcie słyszałam jeszcze przed wylotem do Indonezji, nie zdawałam sobie jednak sprawy z ich skali. W końcu w Warszawie też mamy "spore korki", na które non stop narzekamy, prawda? Dzisiaj wiem, że dopóki nie dane mi było mieszkać w Jakarcie, nie miałam pojęcia co to znaczy utknąć w korku. Czasami mam wrażenie, że w trakcie 3 miesięcy w Indonezji połowę tego czasu przesiedziałam w samochodzie, stękając że rzucam to wszystko i wracam na piechotę. Żeby nieco zobrazować skalę horroru, przedstawię parę liczb:

  • W 2015 roku Jakarta uzyskała zaszczytne, pierwsze miejsce jako najbardziej zakorkowane miasto świata
  • W całej Indonezji w 2012 zarejestrowano prawie 80 milionów skuterów.
  • Badania z 2015 roku wykazały, że w ciągu doby można doliczyć się aż 2,5 miliona osób dojeżdżając do pracy poza i do Jakarty.
  • A 70% osób dojeżdżających codziennie do Jakarty woli używać własnego samochodu/skutera zamiast komunikacji miejskiej.

Jeśli do tego wszystkiego dodamy mieszkańców przemieszczających się po metropolii samochodami, resztę skuterów, taksówki i przeróżne minibusy mamy idealny przepis na korek wszechczasów. I tak codziennie! Indonezyjczycy nie lubią chodzić. Zdaję sobie sprawę z tego, że Jakarta nie jest miastem dla spacerowiczów, jednak niektórzy mieszkańcy wolą wsiąść na skuter, niż przejść banalnie krótkie odległości. Gdy raz próbując wydostać się z wielkiego korka zaproponowałam kierowcy, że te 2 kilometry które mi zostały przejdę na piechotę, był w szoku, że planuje AŻ TYLE iść.

Kiedyś przeczytałam, że "przeciętny mieszkaniec Jakarty spędza w korku 10 lat swojego życia" Czy to prawda? Po trzech miesiącach w tym mieście jestem w stanie w to uwierzyć.


KOMUNIKACJA MIEJSKA, CZY RACZEJ JEJ BRAK

źródło: jakartainformer

Zacznijmy od tego, że Jakarta to miasto większe niż Warszawa, a nadal pozbawione rozwiniętej komunikacji miejskiej. Miasto nie jest przyjazne dla osób które preferują piesze przechadzki, ani warunki, ani temperatura a tym bardziej odległości między miejscami nie zachęcają do spacerów z punktu a do punktu b. Jak zatem poruszać się po mieście? Jest jakiś pociąg, jednak podróże nim nie należą do najbezpieczniejszych. Są pozbawione drzwi, malutkie busy lub mikrolety w których komfort jazdy równy jest opieraniu podbródka na kolanach. Idealne dla tych, którzy w podróży lubią się gubić - jako turysta wiesz, że prawdopodobnie gdzieś jadą, ale nie masz zielonego pojęcia gdzie. Najlepszą opcją jest autobus transjakarta, którym podróż jest stosunkowo tania, ma własny buspas (czytaj: nie musisz urozmaicać swojej podróży cichym szlochem "bo to już trzecia godzina w korku") i pomimo, że nie ma określonego rozkładu jazdy, jeżdżą dość często. Niestety nie dojeżdżają wszędzie, dlatego też na ulicach pełno taksówek, ojeków - czyli taksówkarzy na skuterach i prywatnych samochodów, oraz motocykli.

NIEMOWLAKI NA SKUTERACH


I ostatni, tytułowy punkt. Ogólnie ludziom żyjącym w Europie dość ciężko jest wyobrazić sobie sytuację ze skuterami w stolicy Indonezji, nie widząc tego nigdy na własne oczy. A sytuacja jest przerażająca: zaczynając od liczby skuterów na ulicach Jakarty, aż po ilość Indonezyjczyków, których można zmieścić na jednym skuterze - czwórka to nie problem! Przy wiecznych korkach, tłoku na drogach i wątpliwych zasadach ruchu drogowego nie trudno o częste stłuczki, dlaczego więc 'bezmyślni' Azjaci podróżują w ten sposób, narażając na niebezpieczeństwo również swoje maluchy? Odpowiedź którą usłyszałam od lokalnych: bo nie mają wyjścia. Wspomniałam już, że Jakarta jest miastem na tyle dużym, że zmotoryzowany środek transportu jest niezbędny, aby się po niej przemieszczać. Te opcje komunikacji, które dla nas wydają się stosunkowo tanie, dla najbiedniejszych mieszkańców stolicy niekoniecznie są osiągalne. Co więcej, w indonezyjskich realiach zdobycie i utrzymanie skutera (paliwo jest bardzo tanie), to często stosunkowo niewielki koszt, dlatego też dla wielu rodzin jest to najbardziej dogodny środek transportu: nie trzeba płacić za bilet dla każdego podczas przejazdów, możesz ominąć większość korków i dojechać dokładnie tam gdzie chcesz. Dodatkowo dla niektórych mieszkańców Jakarty to dodatkowe źródło zarobku, poprzez wykorzystywanie skuterów jako "ojek" - nielicencjonowane taksówki, które za ustaloną sumę (uważaj, turysto jak się targujesz) przewiozą Cię w wybrane miejsce. A co z kaskami? Wydaje mi się, że zdobycie normalnego kasku jest mniejszym wyzwaniem, niż zakup czegoś na dziecięcą główkę. Poza tym nie słyszałam o kaskach dla niemowlaków.


Wiecie co bardziej zszokowało mnie od samej formy ruchu drogowego w Jakarcie? Fakt, że już po miesiącu wszystko to zaczęłam traktować jak coś normalnego. Dziecko odrabiające pracę domową siedząc jako pasażer moto-taksówki? Okej.  Rodzina z dwójką malutkich dzieci na skuterze? Nic nowego. Beztroskie zatrzymywanie samochodów gestem dłoni? Można!
To zabawne, ale jakimś cudem ruch drogowy jakoś tu "funkcjonuje".
Jednak jak widzicie - nie bez wad!

sobota, 16 lipca 2016

'Not spicy, please' czyli jak smakuje Indonezja

Sandra Dalkowska

"Próbowałaś już lokalnego jedzenia?" to jedno z ulubionych pytań Indonezyjczyków których poznałam, niezależnie od tego czy mówiłam, że mieszkam w Jakarcie od 3 dni czy 3 miesięcy. Szczerze mówiąc, ciężko go nie spróbować - chociażby dlatego, że europejskie rarytasy nie należą do najtańszych (tęsknotę za brzoskwiniami rekompensował mi tylko szeroki wybór egzotycznych, pysznych owoców, które w Europie mają kosmiczne ceny) Poznawanie kulinarnego zaplecza krajów które się zwiedza, to inna sprawa. Choć indonezyjska kuchnia jest dość zróżnicowana, dla mnie przez większość wyjazdu wszystko kręciło się wokół kurczka. I ryżu. Gdyby ktoś chciał abym jednym słowem odpowiedziała na pytanie "co je się w Indonezji" - RYŻ. Na śniadanie, obiad, kolację, w formie przekąski. Ryż dostaniecie wszędzie - nawet w KFC czy McDonaldzie, w których gdy jesteście hen daleko od domu, na emigracji, szukacie jakiegoś znajomego smaku, który ociepli serduszko i pozwoli poczuć się jak u siebie. Ktoś mi kiedyś powiedział, że gdyby nie ten nieszczęsny ryż, nawet biedny McDonald nie miałby klientów. Chyba mało prawdy w tych lokalnych mądrościach, ale who knows? To w końcu Indonezja!


Podróże kulinarne nie są moją mocną stroną - gdy dostaję menu, z którego nie rozumiem praktycznie ani jednego słowa, zawsze wybieram bezpieczną opcję - śmiesznie, co? Dlatego właśnie moja Indonezja płynęła ryżem i ayamem (kurczakiem) w najróżniejszych postaciach. Ale Indonezja to dużo więcej niż kurczak.

Indonezja pachnie kuminem i grillowanym jedzeniem z ulicznych budek, nad którymi sanepid załamałby ręce. To intensywne, aromatyczne smaki, albo bardzo słodkie albo jeszcze bardziej ostre. Obok kolorowych, barwionych najczęściej na zielono słodkości i zdecydowanie przesłodzonych napojów, mamy pikantny sambal. Sambal, czyli lokalny sos chilli, wydaje się być dla indonezyczyków nieodłącznym składnikiem większości potraw - nawet sałatki owocowej (Wyobraźcie sobie moje zdziwienie gdy moczyłam ananasa w, jak mi się zdawało, słodkim sosie orzechowym)  Jeżeli Twoje kubki smakowe nie przywykły do takich smaków, po kilku przygodach z ostrym indonezyjskim jedzeniem każde zamówienie zaczniesz poprzedzać krótkim "please, not spicy". Indonezja to soczyste ananasy, mangostany, pitaje, sirsaki, salaki i słynne duriany. To słodki sos sojowy, mleko kokosowe dodawane do większości potraw, sos z orzeszków ziemnych, tofu, owoce morza i jajka będace elementem wielu lokalnych dań.
Indonezja jest pełna smaków i zapachów. I, choć tak może się na początku wydawać, jest tu znacznie więcej niż ryż. Ryż z kurczakiem, oczywiście!


A jeśli już skusisz się na indonezyjską kuchnię, nie bądź zdziwiony gdy zamiast noża i widelca dostaniesz... łyżkę. To jeden ze zwyczajów który naprawdę mnie zaskoczył - tutaj łyżką je się dosłownie wszystko. Czy to zupa, ryż czy kurczak, wszystko czego potrzebujesz to łyżka w prawej dłoni i ew. lewa dłoń do pomocy (nie na odwrót, według indonezyjskiej kultury lewa ręka uważana jest za "nieczystą") Dawno temu myślałam, że zdolność jedzenia pałeczkami to wyczyn, spróbujcie pokroić steka łyżką!

Tyle rzeczy do wyboru, więc czego spróbować w trakcie krótkiego pobytu w Indonezji? Najlepiej zamknąć oczy przejeżdżając palcem po menu i wybrać losową potrawę na której się zatrzymałeś i której nazwy zupełnie nie rozumiesz. Pozwolić sobie na ten dreszczyk oczekiwania (bo w końcu nie masz zielonego pojęcia co zamówiłeś) a potem płakać, że za ostre.


1. Durian

"Najbardziej śmierdzący owoc świata". W niektórych miejscach występuje zakaz wnoszenia go do taksówek, autobusów czy centr handlowych (w samej Indonezji się z tym nie spotkałam) ze względu na intensywny, nieprzyjemny zapach. Wchodząc do sklepu nie musisz pytać czy jest w sprzedaży - jeżeli jest, poczujesz. Czy rzeczywiście jest tak źle? Według mnie niezupełnie, chociaż może po prostu przywykłam do jego zapachu (w spożywczaku na dole mieli durianów pod dostatkiem) Z durianem zapoznałam się na, wątpliwej czystości, chinatown w Semarangu. Przemiły, starszy pan zaserwował mi pokrojony owoc w mleku kokosowym, z dodatkiem bliżej niezidentyfikowanych żelek (?), które nieco niwelowały intensywny smak duriana. Jak smakuje durian? Ciężko sprecyzować smak, którego nie umiesz z niczym porównać - Durian jest słodkawy, soczysty ale mi nieco kojarzył się z posmakiem roślin strączkowych (czego Indonezyjczycy zupełnie nie rozumieli) Moja indonezyjska koleżanka śmiała się, gdy uznałam, że "to przecież nie owoc!". W skrócie, chociaż smakuje zdecydowanie lepiej niż pachnie, po paru większych gryzach spasowałam. 

2.  Kopi luwak

Jedna z najdroższych na świecie, kawa przy której produkcji sporą rolę odgrywają puchate łaskuny. Wbrew pozorom - w Indonezji, czyli w miejcu z którego pochodzi, nie jest tak tragicznie droga. Luwaki zjadają tylko najlepsze (tak głoszą legendy) owoce kawowca, jednak nie trawią jego nasion - te po lekkim sfermentowaniu w przewodzie pokarmowym są wydalane. Następnie nasiona są oczyszczane i prażone, a parzona z nich kawa ma delikatny, karmelowy smak. Kopi luwak można było uznać za bardziej luksusową i ekskluzywną gdy łaskuny żyły spokojnie na wolności, a produkcja nie była uprzemysłowiona. Aktualnie ze względu na wysokie ceny i popyt na "ekskluzywny" produkt kłusownicy łapią łaskuny i trzymają zwierzęta w klatkach, karmiąc je jedynie wyżej wspomnianymi owocami, przez co umieralność zwierzaków jest bardzo wysoka. Mimo wszystko nadal możemy kupić kawę od producentów, którzy chlubią się tym, że przy produkcji kawy "pomagają im" tylko dzikie łaskuny.

3. Nasi goreng
Danie numer dwa (zaraz po padang ayam z ryżem) jeżeli chodzi o częstotliwość z jaką się z nim spotykałam. Szczególnie w formie lunchu w pracy. Nasi goreng to po prostu smażony ryż. Najczęściej podawany z warzywami, indonezyjskimi przyprawami i jajkiem.

4. Woda z kokosa

Ale nie taka z kartonika, świeża! Najlepiej kupionego od lokalnego tragarza, gdzieś przy drodze za równowartość 3-4zł. Zrąbany na świeżo owoc dostajesz w zestawie ze słomką i foliową, zwykłą reklamówką w którą jest pakowany aby nie przeciekał. Moje ulubione rozwiązanie na balijskie upały.
PS trochę słaby pomysł, żeby wybierać się z takim kokosem na dłuższy spacer (been there, done that) - samej wody jest w nim bardzo dużo, a owoc sporo waży.

5. Satay ayam
Prościej: szaszłyki z kurczaka z sosem orzechowym. Choć połączenie może wydawać się mało oczywiste to smakuje pysznie! W indonezji ogólnie uwielbiają sos z orzeszków ziemnych, trzeba jednak być ostrożnym, bo dość często mieszają go z chilli. Jak wszystko zresztą.

6. Martabak
Coś dla fanów słodkości. Pamiętam jak drugiego dnia w Jakarcie model którego spotkałam w pracy wymieniał mi rzeczy, których powinnam tu spróbować. O martabaku mówił przynajmniej dziesięć razy i, po tym jak wreszcie sama go spróbowałam, nie dziwię się! Teoretycznie nic niezwykłego, bo puchaty naleśnik z rożnym wypełnieniem do wyboru, ale już przy pierwszym kęsie przez żołądek trafił prosto do mojego serca. Ten czekoladowy z nutellą najlepszy - jak się zasłodzić, to na maksa.

7. Gado-gado
Jedna ze zdrowszych pozycji w indonezyjskim menu - sałatka warzywna podawana z tofu, jajkiem (oczywiście) i sosem z orzeszków ziemnych (oczywiście). Lokalni do smaku nie omieszkając dodać sosu chilli (oczywiście). 

A gorący dzień najlepiej zakończyć lokalnym piwem - Bintangiem.