Pokazywanie postów oznaczonych etykietą azja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą azja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 sierpnia 2018

Co mnie zaskoczyło w Indonezji?

Sandra


Ten post powstał prawie 2 lata temu! Przy każdej korekcie coś mi w nim nie pasowało, więc "dość długo" wstrzymywałam się z publikacją. W tym tygodniu wróciłam do Indonezji i jestem bardzo ciekawa czy coś mnie tu jeszcze zaskoczy!

* * *

W trakcie mojego długiego pobytu w kraju "tysięcy wysp" przez pierwszy miesiąc Indonezja praktycznie codziennie zaskakiwała mnie czymś nowym - zazwyczaj ciekawiła, bawiła, nierzadko przerażała. Wraz z upływem czasu zauważyłam, że niektóre rzeczy, których na początku nie mogłam przyjąć do wiadomości, zaczęłam traktować jakby były na porządku dziennym. Moje wrażenia z tego dzikiego kraju w dużej mierze opierają się na życiu w Jakarcie. 

Jeśli słysząc słowo "Indonezja" wyobrażasz sobie ogromne  lasy tropikalne, gdzieniegdzie zamieszkiwane przez tubylców, najrozmaitsze gatunki zwierząt, wulkany, jaskinie i wodospady - masz rację. Jednak nie szukaj tego w stolicy! Tutaj dziewiczą dżunglę zastąpił betonowy las.

Jakarta to miasto kontrastów.
Miasto w którym bieda jest dużym problemem, a piękne wille i hotele bywają ogrodzone wysokim murem od ciągnących się na dużych powierzchniach slumsów, których mieszkańcy nie mają praktycznie nic. Obok sięgających chmur, szklanych biurowców, gdzie pracownicy zarabiają na całkiem dogodne życie, dzieci tych biedniejszych bawią się przy otwartych kanalizacjach, które stają się latryną dla wielu gospodarstw domowych. Może się wydawać, że wskazujące na postęp szklane wieżowce wyrastają szybciej, niż palmy i inne egzotyczne rośliny, które giną gdzieś pośród szkła, szarych dróg i gąszczu samochodów. W tej samej dzielnicy jedni żyją jak milionerzy za niewielkie pieniądze, gdy inni tułają o każdy grosz, nie mając czym nakarmić dzieci. Egzotyczne, piękne jaszczurki mijają się ze szczurami, dla których brudna Jakarta jest idealnym domem. Gdy w trakcie Ramadanu o 4 nad ranem w całym mieście rozbrzmiewają  modły, inni dopiero opuszczają nocne kluby.

Wydawać by się mogło, że wszystko się w tym mieście gryzie, prawda? Choć uważam, że Indonezja jest jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi, sama Jakarta nie rozkochała mnie w sobie. Jednak mieszkając przez trzy miesiące w tym szalonym mieście, dowiedziałam się całkiem sporo o tym egzotycznym kraju, którego kultura jest tak rożna od naszej.

A wracając do pytania z nagłówka: co mnie w nim zaskoczyło?

1. JAKARTA NIGDY NIE ZASYPIA

Gwizdki osób nawigujących ruchem i przeprowadzających pieszych przez ulicę, ryk silników, wycie syren i trąbienie klaksonów - to codzienny 'soundtrack' Jakarty, niezależnie od pory dnia. Czy nocy.  Chociaż słońce zachodzi tu wcześnie, Jakarta nie zasypia - wręcz przeciwnie! Po upalnym dniu, zachód słońca oznacza trochę "chłodu" (w indonezyjskiej definicji "chłodu" nadaj zostajemy przy 26-28 stopniach) więc ludzie chętniej wychodzą na ulice. Zaczynają się nocne targi, a cała okolica pachnie jedzeniem przyrządzanym w wątpliwej czystości budkach, rozstawionych wzdłuż ulic. I tak do późnej nocy. 

Wydawałoby się, że prędzej czy później miasto wreszcie ucichnie, jednak nie tylko Nowy Jork ma problemy ze snem. Choć już nie aż tak intensywny, hałas ruchu drogowego w dzielnicy w której mieszkałam potrafił uprzykrzyć całą noc, która zresztą nie należała do najdłuższych. O świecie wraz z pianiem kogutów budzą Cię tu pierwsze poranne modlitwy w meczetach, których w mieście jest bardzo dużo. 
Stolica nie ma czasu na sen! A kiedy Jakarta nie śpi, Tobie też trudno będzie zasnąć.

2. CO SIĘ ODWLECZE...
... to prawdopodobnie wyprowadzi Cię z równowagi.  Mieszkańcy południowej Azji nigdzie się nie spieszą. Bo po co! Co masz zrobić teraz, równie dobrze możesz zrobić po przerwie na lunch. Albo wyrabiając nadgodziny. Albo może jutro? Z jednej strony takie spokojne podejście do pracy wydaje się być dużo zdrowsze niż pęd, w którym zwykłam żyć, jednak ciężko było mi przestawić się na tamtejszy tryb pracy. Kiedy wiesz, że możesz zrobić coś w dwie godziny nie ma sensu przeciągać tego w pięć, a i tak czasem bywało. Przerwa na lunch, przerwa na papierosa, przerwa na facebooka i tak dalej i dalej.

3. NAJWIĘKSZA POPULACJA WYZNAWCÓW ISLAMU
wikipedia
Tym byłam zaskoczona głównie przez swoją niewiedzę. Jadąc do Indonezji wydawało mi się, że to kraj w którym hinduizm odgrywa główną rolę, jednak jedynie 1.7% ludności Indonezji to Hindusi, co więcej - zdecydowana większość z nich mieszka na Bali. 

W kraju sambalu 87% mieszkańców deklaruje, że z wyznania są muzułmanami, a muzułmanie z Indonezji to aż 13% wszystkich muzułmanów świata. Wy też jesteście zaskoczeni tymi statystykami?  Osobiście nie spodziewałam się na szczycie podium kraju niearabskiego. Właściwie mogłam to zauważyć mieszkając w Jakarcie. Jednakże mimo dominującej liczby muzułmanów, stolica wydaje się dość liberalnym miejscem dla wyznawców innych religii - choć nie wypada chodzić roznegliżowanym, nie ma konieczności zakrywania ramion, nóg czy tym bardziej głowy.

 Co więcej mój pobyt w Indonezji nałożył się na bardzo ważny okres w roku muzułmanów - RAMADAN. Ramadan, czyli dziewiąty miesiąc w kalendarzu muzułmańskim. W religii uważany za święty, gdyż wedle ich wierzeń w tym miesiącu rozpoczęło się objawienie Koranu.
 W 2016 roku przypadał na czerwiec i w trakcie tego miesiąca od wschodu (kiedy w mieście rozbrzmiewają się pierwsze modlitwy, miedzy 4 a 5 rano), do zachodu słońca (czyli w Indonezji do 18) każdy muzułmanin powyżej 10 roku życia nie może jeść, pić, palić tytoniu ani uprawiać seksu. Rzeczywiście, większość mieszkańców w tym okresie pościła, przez co też wielu klientów w trakcie pracy zapominało o lunchu dla mnie, bądź z góry zakładano, że to Ramadan, więc pewnie też poszczę.

4. MISTER, MISTER, SELFIE?
Wielu znajomych wracających z Chin wspominało, że prawdopodobnie znalazło się dla nich honorowe miejsce w wielu albumach rodzinnych, nie wiedziałam jednak, że w Indonezji Azjaci reagują podobnie. Im bledsza jest Twoja skóra, jaśniejsze włosy i błękitniejsze oczy, tym większą atrakcją jesteś dla mieszkańców Indonezji. Nie ma to jak spacer po zatłoczonych uliczkach Jakarty w akompaniamencie ochoczych okrzyków "miss, miss, mister! Hello mister! Photo? Photo?" Zdarzało się, że gdy spacerowałam z koleżanką niektórzy zatrzymywali samochody aby zapytać, czy oni/ich rodzina mogą zrobić sobie z nami zdjęcie. Inni próbowali robić selfie bez pytania, zdarzali się też "paparazzi" pstrykający zdjęcia z ukrycia. Jestem pewna, że przynajmniej kilka osób uwieczniło na zdjęciach moje zmagania z ulicznym jedzeniem. Muszę przyznać, że po dłuższym czasie stało się to dość uciążliwe, szczególnie kiedy pół śpiąca wsiadałam z rana do taksówki, a kierowca jedną ręką kierując, drugą próbował zrobić sobie ze mną zdjęcie. Drogie celebrities, wiecznie ścigane przez wścibskich paparazzi, w ogóle wam nie zazdroszczę!

5. STYLIZOWANIE SIĘ NA EUROPEJCZYKÓW
Znalezienie w Indonezji kremu, który nie ma na celu "wybielenia" Twojej cery graniczy z cudem. Szczerze mówiąc przez cały mój pobyt nie udało mi się znaleźć żadnego, pomijając te eksportowane z Europy i sprzedawane za niebotyczne ceny. Indonezyjki mają obsesję na punkcie europejskiego typu urody. Wiele z nich traktuje jasne włosy, bladą cerę i niebieskie oczy jako jedyny, słuszny kanon piękna. 

To akurat dość przykre, bo kiedy rozmawiając z nimi zapewniałam, że są równie piękne co białe kobiety, a różnią się jedynie typem urody - zaprzeczały. Szczególnie osoby ze świata mody, z którymi głównie miałam styczność, noszą jasnoniebieskie soczewki (co wygląda u nich dość nienaturalnie i karykaturalnie), smarują twarze kremami wybielającymi (czy one w ogóle działają?) i farbują włosy na jaśniejsze odcienie. Europejskie, blade twarze są uznawane za "very expensive" i właściwie już sam fakt, że kobieta jest biała czyni ją tam piękną.

6. ROBERT LEWANDOWSKI NAJSŁYNNIEJSZYM POLAKIEM
quora
Najbardziej znany Polak poza granicami naszego kraju? Czy Tobie na myśl też przyszedł Jan Paweł II? Może Wałęsa? Nie w Indonezji! Tutaj o Polsce z reguły nie wie się zbyt dużo (chociaż nie chcę generalizować), jednak sytuacja wygląda podobnie, gdyby patrzeć na to z naszej strony. Co Polacy wiedzą o kraju tysięcy wysp? Mimo niewielkiej wiedzy, jedno polskie nazwisko jest bardzo dobrze znane w Indo. Typowy dialog w tamtych rejonach:

  " - Where are you from?
    - Poland!
    - Aaaa! Robert Lewandowski!! "


No i właśnie. To by było na tyle. Fakt, że pochodzę z tego samego kraju co nasz słynny strzelec, raz nawet uratowało mnie od mandatu (Policjant ewidentnie był fanem). Przy okazji, mój pobyt w Indonezji nałożył się akurat na mecze euro, które były emitowane w wielu barach na Bali. Może nie udało mi się spotkać kibiców z Polski, ale za to tłum Indonezyjczyków razem ze mną kibicował biało-czerwonym. Fajnie!

7. JAKARTA JEST "ZBYT..."
Zbyt głośna, zbyt brudna, zbyt chaotyczna, zbyt zakorkowana, zatłoczona i... męcząca. Poziom zanieczyszczenia w Jakarcie jest niebezpiecznie wysoki, zaczynając od wody, poprzez powietrze aż do ogólnego brudu na ulicach. Niestety! Chociaż Indonezja to piękny kraj, sama stolica nie zasługuje na tak pochlebne przymiotniki. Ryk silników, spaliny samochodów, śmieci wyrzucane tam gdzie popadnie, "rzeki" traktowane jak latryny, niewielka ilość parków i zielonej przestrzeni, czy miejsc do spacerów sprawiają, że po dłuższym czasie trzeba uciec od miasta, aby nie zwariować.

Po powrocie z podróży niejednokrotnie powtarzałam znajomym, że Indonezja to niezwykły, piękny kraj i wyprawa tam była jednym z najciekawszych doświadczeń w moim życiu, jednak do samej Jakarty nie śpieszno mi wracać.

8. O RUCHU DROGOWYM... SZKODA GADAĆ

A jest to temat rzeka i o absurdach ruchu drogowego w Jakarcie napisałam już cały post. Trudno było jednak pominąć ten punkt!


9. LUDZIE SĄ UŚMIECHNIĘCI
Chodząc po ulicach Jakarty, dookoła napotykały mnie same uśmiechy. Zdaję sobie sprawę, że przyczyną mógł być po prostu fakt, że dla miejscowych byłam białym, niebieskookim ufoludkiem, przez co wzbudzałam ogólną sympatię, jednak niezależnie od powodu, szerokie uśmiechy Indonezyjczyków zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jako obywatelka kraju, w którym, przyznajmy szczerze, nie szastamy uśmiechami na prawo i lewo, za to chętniej krzywimy się narzekając na różne niedogodności, czułam się niesamowicie w miejscu, gdzie niezależnie od pory dnia, pogody, długości korka w którym się utknie czy napotkanych nieprzyjemności, ludzie starają się uśmiechać . Po prostu! 
Ogrom uprzejmości i chęci pomocy - często mimo braku znajomości angielskiego, czy w ogóle pojęcia o tym, jak rozwiązać problem zagubionego turysty, jednak zawsze z serdecznym uśmiechem wymalowanym na twarzy - właśnie to sprawiło, że uważam Indonezyjczyków za niezwykle pogodnych i skorych do pomocy.  



10. TUTAJ TWOJE SZTUĆCE TO ŁYŻKA I... RĘKA
steemitimages
O tym, że o widelec trudno wspominałam już w poście o indonezyjskiej kuchni, noża nie spodziewaj się w ogóle. Dopóki nie stołujesz się w restauracjach dostosowanych do turystów, jedynym sztućcem potrzebnym Ci do jedzenia jest tu łyżka i łyżką jemy wszystko. Od zup aż po kawałki kurczaka czy steki, których krojenie w ten sposób zdecydowanie nie należy do najłatwiejszych. Jeśli średnio sobie radzisz i frustracja powoli niszczy miły posiłek, śmiało możesz zastąpić łyżkę ręką. Tylko nie lewą! W indonezyjskiej kulturze lewa uważana jest za "nieczystą". Czasami może się zdarzyć, że obok łyżki pojawi się widelec, jednak służy on tylko do wspomagania się przy jedzeniu łyżką.

11. KONTROLA NA LOTNISKACH
Czasami śmieję się, że lotnisko to mój drugi dom. Lubię latać, to wygodne, jednak gdy lecę z całą stertą sprzętów elektronicznych w bagażu podręcznym, zawsze stękam przy kontroli. Bo wszystko muszę wyciągać na taśmę, przez co mam wrażenie, że tworzy się za mną kolejka i jestem tym śmiesznie zestresowana. Znacie to uczucie? Czy to tylko ja? 

Latając po południowej Azji nigdy nie poproszono mnie o wyjęcie poszczególnych rzeczy z bagażu podręcznego, nie ważono go, czasem nawet nie było problemu z przewożeniem płynów większych gabarytów niż typowe 100ml (jak np. butelka wody). Nie mogę wypowiedzieć się o wszystkich krajach tego regionu, ale w Malezji oraz Indonezji  tak to właśnie działało. Chociaż na lotniskach znajdują się ekrany, gdzie na  filmikach  wyświetla się jak ciężkie kary czekają na osoby przewożące nielegalne produkty, to z drugiej strony wydaje się, że kontrola przeprowadzana jest od niechcenia. Nikogo nie obchodził fakt, że moja walizka grubo przekroczyła wagę dozwoloną przez linie lotnicze, a w trakcie security control ludzie byli zbyt zajęci rozmową, aby zerknąć na ekrany i sprawdzić co przewożę w swoim bagażu.

* * *

Jak każde miejsce na ziemi Jakarta ma swoje plusy i minusy, jednak subiektywnym zdaniem tych drugich jest znacznie więcej. Mimo wszystko nie wyobrażam sobie tego miasta w innej postaci, te wszystkie niuanse sprawiają, że Jakarta jest właśnie taka szalona.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Niemowlaki na skuterach i inne absurdy ruchu drogowego w Jakarcie

Sandra

Wierzę, że tytuł tego posta brzmi równie absurdalnie co sam widok niemowlaków na skuterach, ale o tym za chwilę. Wyobraźcie sobie kilkupasmowe drogi, na których w korku stoi cały sznur samochodów. Między nimi jeszcze więcej skuterów, które wykorzystują najmniejszą przestrzeń między autami, byle tylko przecisnąć się i przejechać kilka metrów dalej. Warkot silników, żar lejący się z nieba i  handlarze podchodzący do okien aby sprzedać wodę, przekąski czy totalnie randomowe przedmioty. Voila! Typowe południe na drodze w Jakarcie! O ruchu drogowym w stolicy Indonezji można mówić dużo, jednak zdaniem najlepiej opisującym całokształt będzie - "Jakoś to funkcjonuje, ale nie wiem jakim cudem".

WĄTPLIWE ZASADY RUCHU DROGOWEGO


Pierwsza rzecz która zaskoczyła mnie w Jakarcie! Już w drodze z lotniska zszokowana patrzyłam na to jak beztrosko mój kierowca, sam otoczony gąszczem skuterów, lawiruje między samochodami. Znaki drogowe? Może gdzieś kilka się znajdzie. Sygnalizacja świetlna? Ależ po co! W połowie drogi zorientowałeś się, że jedziesz w złą stronę i nagle chcesz zmienić kierunek? Można przejechać kawałek pod prąd, nie ma problemu! Twój skuter nie mieści się na zapchanej już drodze? Skorzystaj z chodnika! Brzmi ekstremalnie? Na autostradach te "zasady" może nie obowiązują, ale poruszając się po nieco mniejszych drogach w mieście tak to właśnie wygląda. Szczerze mówiąc przez swoje pierwsze dni w Jakarcie nie za bardzo wiedziałam jak przejść przez ulicę, gdy w pobliżu nie było żadnych świateł (czyli praktycznie zawsze). Bo samochodów jest mnóstwo, a jeśli nie stoją w korku to nikt nie planuje się zatrzymać. Początkowo czekałam wieki, aż w końcu jakiś Azjata postanowi przejść na drugą stronę, żebym ja mogła szybciutko pobiec za nim. W końcu jednak odkryłam indonezyjską zasadę "Magicznej ręki". Czemu magiczna? Bo zatrzymuje samochody. Chcesz przejść przez ulicę? Wyciągnij otwartą dłoń w kierunku z którego nadjeżdżają samochody i... idź! Oczywiście zachowując resztki rozwagi! Kierowcy widząc dłoń zwalniają a Ty, BRAWO, przedostałeś się na drugą stronę ulicy.


ULTRADŁUGIE KORKI

źródło: wsj

O tych "sporych korkach" w Jakarcie słyszałam jeszcze przed wylotem do Indonezji, nie zdawałam sobie jednak sprawy z ich skali. W końcu w Warszawie też mamy "spore korki", na które non stop narzekamy, prawda? Dzisiaj wiem, że dopóki nie dane mi było mieszkać w Jakarcie, nie miałam pojęcia co to znaczy utknąć w korku. Czasami mam wrażenie, że w trakcie 3 miesięcy w Indonezji połowę tego czasu przesiedziałam w samochodzie, stękając że rzucam to wszystko i wracam na piechotę. Żeby nieco zobrazować skalę horroru, przedstawię parę liczb:

  • W 2015 roku Jakarta uzyskała zaszczytne, pierwsze miejsce jako najbardziej zakorkowane miasto świata
  • W całej Indonezji w 2012 zarejestrowano prawie 80 milionów skuterów.
  • Badania z 2015 roku wykazały, że w ciągu doby można doliczyć się aż 2,5 miliona osób dojeżdżając do pracy poza i do Jakarty.
  • A 70% osób dojeżdżających codziennie do Jakarty woli używać własnego samochodu/skutera zamiast komunikacji miejskiej.

Jeśli do tego wszystkiego dodamy mieszkańców przemieszczających się po metropolii samochodami, resztę skuterów, taksówki i przeróżne minibusy mamy idealny przepis na korek wszechczasów. I tak codziennie! Indonezyjczycy nie lubią chodzić. Zdaję sobie sprawę z tego, że Jakarta nie jest miastem dla spacerowiczów, jednak niektórzy mieszkańcy wolą wsiąść na skuter, niż przejść banalnie krótkie odległości. Gdy raz próbując wydostać się z wielkiego korka zaproponowałam kierowcy, że te 2 kilometry które mi zostały przejdę na piechotę, był w szoku, że planuje AŻ TYLE iść.

Kiedyś przeczytałam, że "przeciętny mieszkaniec Jakarty spędza w korku 10 lat swojego życia" Czy to prawda? Po trzech miesiącach w tym mieście jestem w stanie w to uwierzyć.


KOMUNIKACJA MIEJSKA, CZY RACZEJ JEJ BRAK

źródło: jakartainformer

Zacznijmy od tego, że Jakarta to miasto większe niż Warszawa, a nadal pozbawione rozwiniętej komunikacji miejskiej. Miasto nie jest przyjazne dla osób które preferują piesze przechadzki, ani warunki, ani temperatura a tym bardziej odległości między miejscami nie zachęcają do spacerów z punktu a do punktu b. Jak zatem poruszać się po mieście? Jest jakiś pociąg, jednak podróże nim nie należą do najbezpieczniejszych. Są pozbawione drzwi, malutkie busy lub mikrolety w których komfort jazdy równy jest opieraniu podbródka na kolanach. Idealne dla tych, którzy w podróży lubią się gubić - jako turysta wiesz, że prawdopodobnie gdzieś jadą, ale nie masz zielonego pojęcia gdzie. Najlepszą opcją jest autobus transjakarta, którym podróż jest stosunkowo tania, ma własny buspas (czytaj: nie musisz urozmaicać swojej podróży cichym szlochem "bo to już trzecia godzina w korku") i pomimo, że nie ma określonego rozkładu jazdy, jeżdżą dość często. Niestety nie dojeżdżają wszędzie, dlatego też na ulicach pełno taksówek, ojeków - czyli taksówkarzy na skuterach i prywatnych samochodów, oraz motocykli.

NIEMOWLAKI NA SKUTERACH


I ostatni, tytułowy punkt. Ogólnie ludziom żyjącym w Europie dość ciężko jest wyobrazić sobie sytuację ze skuterami w stolicy Indonezji, nie widząc tego nigdy na własne oczy. A sytuacja jest przerażająca: zaczynając od liczby skuterów na ulicach Jakarty, aż po ilość Indonezyjczyków, których można zmieścić na jednym skuterze - czwórka to nie problem! Przy wiecznych korkach, tłoku na drogach i wątpliwych zasadach ruchu drogowego nie trudno o częste stłuczki, dlaczego więc 'bezmyślni' Azjaci podróżują w ten sposób, narażając na niebezpieczeństwo również swoje maluchy? Odpowiedź którą usłyszałam od lokalnych: bo nie mają wyjścia. Wspomniałam już, że Jakarta jest miastem na tyle dużym, że zmotoryzowany środek transportu jest niezbędny, aby się po niej przemieszczać. Te opcje komunikacji, które dla nas wydają się stosunkowo tanie, dla najbiedniejszych mieszkańców stolicy niekoniecznie są osiągalne. Co więcej, w indonezyjskich realiach zdobycie i utrzymanie skutera (paliwo jest bardzo tanie), to często stosunkowo niewielki koszt, dlatego też dla wielu rodzin jest to najbardziej dogodny środek transportu: nie trzeba płacić za bilet dla każdego podczas przejazdów, możesz ominąć większość korków i dojechać dokładnie tam gdzie chcesz. Dodatkowo dla niektórych mieszkańców Jakarty to dodatkowe źródło zarobku, poprzez wykorzystywanie skuterów jako "ojek" - nielicencjonowane taksówki, które za ustaloną sumę (uważaj, turysto jak się targujesz) przewiozą Cię w wybrane miejsce. A co z kaskami? Wydaje mi się, że zdobycie normalnego kasku jest mniejszym wyzwaniem, niż zakup czegoś na dziecięcą główkę. Poza tym nie słyszałam o kaskach dla niemowlaków.


Wiecie co bardziej zszokowało mnie od samej formy ruchu drogowego w Jakarcie? Fakt, że już po miesiącu wszystko to zaczęłam traktować jak coś normalnego. Dziecko odrabiające pracę domową siedząc jako pasażer moto-taksówki? Okej.  Rodzina z dwójką malutkich dzieci na skuterze? Nic nowego. Beztroskie zatrzymywanie samochodów gestem dłoni? Można!
To zabawne, ale jakimś cudem ruch drogowy jakoś tu "funkcjonuje".
Jednak jak widzicie - nie bez wad!

sobota, 16 lipca 2016

'Not spicy, please' czyli jak smakuje Indonezja

Sandra

"Próbowałaś już lokalnego jedzenia?" to jedno z ulubionych pytań Indonezyjczyków których poznałam, niezależnie od tego czy mówiłam, że mieszkam w Jakarcie od 3 dni czy 3 miesięcy. Szczerze mówiąc, ciężko go nie spróbować - chociażby dlatego, że europejskie rarytasy nie należą do najtańszych (tęsknotę za brzoskwiniami rekompensował mi tylko szeroki wybór egzotycznych, pysznych owoców, które w Europie mają kosmiczne ceny) Poznawanie kulinarnego zaplecza krajów które się zwiedza, to inna sprawa. Choć indonezyjska kuchnia jest dość zróżnicowana, dla mnie przez większość wyjazdu wszystko kręciło się wokół kurczka. I ryżu. Gdyby ktoś chciał abym jednym słowem odpowiedziała na pytanie "co je się w Indonezji" - RYŻ. Na śniadanie, obiad, kolację, w formie przekąski. Ryż dostaniecie wszędzie - nawet w KFC czy McDonaldzie, w których gdy jesteście hen daleko od domu, na emigracji, szukacie jakiegoś znajomego smaku, który ociepli serduszko i pozwoli poczuć się jak u siebie. Ktoś mi kiedyś powiedział, że gdyby nie ten nieszczęsny ryż, nawet biedny McDonald nie miałby klientów. Chyba mało prawdy w tych lokalnych mądrościach, ale who knows? To w końcu Indonezja!


Podróże kulinarne nie są moją mocną stroną - gdy dostaję menu, z którego nie rozumiem praktycznie ani jednego słowa, zawsze wybieram bezpieczną opcję - śmiesznie, co? Dlatego właśnie moja Indonezja płynęła ryżem i ayamem (kurczakiem) w najróżniejszych postaciach. Ale Indonezja to dużo więcej niż kurczak.

Indonezja pachnie kuminem i grillowanym jedzeniem z ulicznych budek, nad którymi sanepid załamałby ręce. To intensywne, aromatyczne smaki, albo bardzo słodkie albo jeszcze bardziej ostre. Obok kolorowych, barwionych najczęściej na zielono słodkości i zdecydowanie przesłodzonych napojów, mamy pikantny sambal. Sambal, czyli lokalny sos chilli, wydaje się być dla indonezyczyków nieodłącznym składnikiem większości potraw - nawet sałatki owocowej (Wyobraźcie sobie moje zdziwienie gdy moczyłam ananasa w, jak mi się zdawało, słodkim sosie orzechowym)  Jeżeli Twoje kubki smakowe nie przywykły do takich smaków, po kilku przygodach z ostrym indonezyjskim jedzeniem każde zamówienie zaczniesz poprzedzać krótkim "please, not spicy". Indonezja to soczyste ananasy, mangostany, pitaje, sirsaki, salaki i słynne duriany. To słodki sos sojowy, mleko kokosowe dodawane do większości potraw, sos z orzeszków ziemnych, tofu, owoce morza i jajka będace elementem wielu lokalnych dań.
Indonezja jest pełna smaków i zapachów. I, choć tak może się na początku wydawać, jest tu znacznie więcej niż ryż. Ryż z kurczakiem, oczywiście!


A jeśli już skusisz się na indonezyjską kuchnię, nie bądź zdziwiony gdy zamiast noża i widelca dostaniesz... łyżkę. To jeden ze zwyczajów który naprawdę mnie zaskoczył - tutaj łyżką je się dosłownie wszystko. Czy to zupa, ryż czy kurczak, wszystko czego potrzebujesz to łyżka w prawej dłoni i ew. lewa dłoń do pomocy (nie na odwrót, według indonezyjskiej kultury lewa ręka uważana jest za "nieczystą") Dawno temu myślałam, że zdolność jedzenia pałeczkami to wyczyn, spróbujcie pokroić steka łyżką!

Tyle rzeczy do wyboru, więc czego spróbować w trakcie krótkiego pobytu w Indonezji? Najlepiej zamknąć oczy przejeżdżając palcem po menu i wybrać losową potrawę na której się zatrzymałeś i której nazwy zupełnie nie rozumiesz. Pozwolić sobie na ten dreszczyk oczekiwania (bo w końcu nie masz zielonego pojęcia co zamówiłeś) a potem płakać, że za ostre.


1. Durian

"Najbardziej śmierdzący owoc świata". W niektórych miejscach występuje zakaz wnoszenia go do taksówek, autobusów czy centr handlowych (w samej Indonezji się z tym nie spotkałam) ze względu na intensywny, nieprzyjemny zapach. Wchodząc do sklepu nie musisz pytać czy jest w sprzedaży - jeżeli jest, poczujesz. Czy rzeczywiście jest tak źle? Według mnie niezupełnie, chociaż może po prostu przywykłam do jego zapachu (w spożywczaku na dole mieli durianów pod dostatkiem) Z durianem zapoznałam się na, wątpliwej czystości, chinatown w Semarangu. Przemiły, starszy pan zaserwował mi pokrojony owoc w mleku kokosowym, z dodatkiem bliżej niezidentyfikowanych żelek (?), które nieco niwelowały intensywny smak duriana. Jak smakuje durian? Ciężko sprecyzować smak, którego nie umiesz z niczym porównać - Durian jest słodkawy, soczysty ale mi nieco kojarzył się z posmakiem roślin strączkowych (czego Indonezyjczycy zupełnie nie rozumieli) Moja indonezyjska koleżanka śmiała się, gdy uznałam, że "to przecież nie owoc!". W skrócie, chociaż smakuje zdecydowanie lepiej niż pachnie, po paru większych gryzach spasowałam. 

2.  Kopi luwak

Jedna z najdroższych na świecie, kawa przy której produkcji sporą rolę odgrywają puchate łaskuny. Wbrew pozorom - w Indonezji, czyli w miejcu z którego pochodzi, nie jest tak tragicznie droga. Luwaki zjadają tylko najlepsze (tak głoszą legendy) owoce kawowca, jednak nie trawią jego nasion - te po lekkim sfermentowaniu w przewodzie pokarmowym są wydalane. Następnie nasiona są oczyszczane i prażone, a parzona z nich kawa ma delikatny, karmelowy smak. Kopi luwak można było uznać za bardziej luksusową i ekskluzywną gdy łaskuny żyły spokojnie na wolności, a produkcja nie była uprzemysłowiona. Aktualnie ze względu na wysokie ceny i popyt na "ekskluzywny" produkt kłusownicy łapią łaskuny i trzymają zwierzęta w klatkach, karmiąc je jedynie wyżej wspomnianymi owocami, przez co umieralność zwierzaków jest bardzo wysoka. Mimo wszystko nadal możemy kupić kawę od producentów, którzy chlubią się tym, że przy produkcji kawy "pomagają im" tylko dzikie łaskuny.

3. Nasi goreng
Danie numer dwa (zaraz po padang ayam z ryżem) jeżeli chodzi o częstotliwość z jaką się z nim spotykałam. Szczególnie w formie lunchu w pracy. Nasi goreng to po prostu smażony ryż. Najczęściej podawany z warzywami, indonezyjskimi przyprawami i jajkiem.

4. Woda z kokosa

Ale nie taka z kartonika, świeża! Najlepiej kupionego od lokalnego tragarza, gdzieś przy drodze za równowartość 3-4zł. Zrąbany na świeżo owoc dostajesz w zestawie ze słomką i foliową, zwykłą reklamówką w którą jest pakowany aby nie przeciekał. Moje ulubione rozwiązanie na balijskie upały.
PS trochę słaby pomysł, żeby wybierać się z takim kokosem na dłuższy spacer (been there, done that) - samej wody jest w nim bardzo dużo, a owoc sporo waży.

5. Satay ayam
Prościej: szaszłyki z kurczaka z sosem orzechowym. Choć połączenie może wydawać się mało oczywiste to smakuje pysznie! W indonezji ogólnie uwielbiają sos z orzeszków ziemnych, trzeba jednak być ostrożnym, bo dość często mieszają go z chilli. Jak wszystko zresztą.

6. Martabak
Coś dla fanów słodkości. Pamiętam jak drugiego dnia w Jakarcie model którego spotkałam w pracy wymieniał mi rzeczy, których powinnam tu spróbować. O martabaku mówił przynajmniej dziesięć razy i, po tym jak wreszcie sama go spróbowałam, nie dziwię się! Teoretycznie nic niezwykłego, bo puchaty naleśnik z rożnym wypełnieniem do wyboru, ale już przy pierwszym kęsie przez żołądek trafił prosto do mojego serca. Ten czekoladowy z nutellą najlepszy - jak się zasłodzić, to na maksa.

7. Gado-gado
Jedna ze zdrowszych pozycji w indonezyjskim menu - sałatka warzywna podawana z tofu, jajkiem (oczywiście) i sosem z orzeszków ziemnych (oczywiście). Lokalni do smaku nie omieszkając dodać sosu chilli (oczywiście). 

A gorący dzień najlepiej zakończyć lokalnym piwem - Bintangiem.